Zapraszam na blog podróżniczy o wyprawach do krajów Azji, Europy, Afryki Północnej i Ameryki Środko

Showing posts with label katedra w Sewilli. Show all posts
Showing posts with label katedra w Sewilli. Show all posts

8.16.2015

/SEWILLA/ Uliczka pocałunków, czaszka Susony i trzecia dłoń Apostoła, czyli legendy sewilskiej Starówki


Na sewilskiej Starówce są ulice Pieprzu i Wody, Życia i Śmierci. Czasem przechodzą one w urocze place z fontannami i drzewkami pomarańczowymi, czasem gubią się w romantycznych patiach lub skręcają w nieoczekiwanym kierunku. Pełne są mieszkańców, turystów, ale i duchów dawnych czasów.


Guapa - czyli Piękna - mówią czasem o swoim mieście, niczym o kobiecie, Sewilczycy. Jego jedyna w swoim rodzaju uroda kształtowała się przez wieki: w ciągu trzech tysięcy lat historii mieszkali tu Fenicjanie, Rzymianie, Goci, Maurowie i Chrześcijanie, a w czasach odkryć geograficznych i handlu z koloniami Sewilla stała się jednym z najbogatszych ośrodków na ziemi. 

Mnie stolica Andaluzji zachwyciła najbardziej obrośniętymi zielenią placykami, na których można odpocząć przy fontannie na ławeczkach z azujelos oraz knajpkami, nad którymi zamontowano system chłodzenia pozwalający nieco lepiej znieść lejący się z nieba żar. I tajemnicami skrywającymi się w zakątkach jej Starówki.


Spacer zaczynam w ogrodach Murillo. Idę wzdłuż muru Alcazaru, mauretańskiego pałacu królewskiego zwanego małą Alhambrą, którego początki sięgają XI stulecia, kiedy rezydowali tutaj przedstawiciele kalifatu kordobańskiego i rozbudowany w XIV wieku w stylu mudejar. Wysadzane plamami alejki parku nazwanego na cześć siedemnastowiecznego malarza barokowego Bartolomé Estebana Murillo tworzą tu foremne wzory z przecięciami w formie placów.

Źródło: Google Maps; kliknij, aby powiększyć mapkę

Za bramą przedzielającą ogród i starówkę zaczyna się dzielnica Barrio Santa Cruz, labirynt wąziutkich uliczek - specjalnie budowano je na szerokość jednego wozu, by stojące po dwóch stronach domu dawały jak najwięcej cienia w upalne dni. Okolica ta - w XIV wieku stanowiąca handlowe i rzemieślnicze centrum miasta, potem nieco senna i opuszczona aż do XIX stulecia, kiedy to bogaci andaluzyjscy kupcy zaczęli budować tu piękne kamienice - obfituje w romantyczne place z fontannami lub rzeźbami w centrum. Jest ich tu około tuzina. Jako pierwszy z nich odkrywam Plaza de Santa Cruz z kutym metalowym krucyfiksem z XVII wieku zwanym "krzyżem ślusarzy". Pełni on również funkcję latarni rozjaśniającej ten zaułek obrośnięty powojem niczym tajemniczy ogród.


Dalej w głąb Starówki idę uliczkami upstrzonymi sklepikami i kawiarenkami. Biznes najwyraźniej idzie dobrze - może dlatego, że wielu zakładów pilnują święci z azulejos


Skręcam w uliczkę wody. Jej nazwa pochodzi od systemu kanalizacyjnego, który przebiegał właśnie wzdłuż Calle del Agua i zaopatrywał pałac królewski. Stąd na chwilę skręcam w  najwęższą uliczkę Sewilli nazywaną zakątkiem pocałunków - ponoć dlatego, że stojąc na balkonach po obu stronach wystarczy lekko się wychylić, by dotknąć ustami osobę z naprzeciwka. Przesąd dla turystów związany z Calle del Beso jest oczywisty - i wiele osób rzeczywiście zagląda tu, by zapewnić sobie szczęście w miłości.


Z kolejny traktem - przykrytą częściowo baldachimem z pnączy uliczką pieprzu Calle Pimienta - też łączy się pewna legenda. Dawno, dawno temu pewien kupiec otworzył tu sklep z przyprawami. Niestety nie wiodło mu się, a interes coraz bardziej podupadał. Kupiec zaczął bluźnić więc przeciw Bogu oskarżając go o swoją klęskę. Na szczęście przechodzień przywołał go do porządku mówiąc, że powinien być wdzięczny Bogu, który przecież dał mu życie, zdrowie i tyle możliwości. Kupiec zapłakał, a jego łzy podlały krzewy pieprzowe w ogródku - obrodziły one od tego , jak nigdy, cała uliczka pokryła się pieprzem, a ludzie zaczęli doceniać przyprawy i je kupować.


Calle Pimienta dochodzi do Placu Pani Elwiry - ozdobionego fontanną i pachnącego owocami z drzew pomarańczowych, którymi jest obsadzony. La Plaza de Doña Elvira - uważana za jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Sewilli, z czym trudno się nie zgodzić - ma w tle tragiczną historię miłosną. Don Juan zawarł pakt z diabłem, w którym zobowiązał się do tego, że nigdy nie spędzi dwóch nocy z tą samą kobietą - gdyby to zrobił, skazany zostanie na wieczne potępienie. Elwira niestety oddała mu serce już po jednym wspólnym przebudzeniu. Dodatkowo jej pakt z Mefistofelesem skazywał ją na męczarnie wieczne, jeśli nie uwiedzie ponownie Don Juana - był więc przeciwieństwem umowy jej kochanka z diabłem. Nie mogli więc ani być razem, ani osobno... A pierwsze spotkanie dwojga bohaterów tej "niemożliwej miłości" miało miejsce ponoć właśnie na tym placu - nazwanym potem od imienia nieszczęśliwej kobiety. 


Wspomnienie niespełnionego uczucia roztacza się też na pobliskim skwerze ozdobionym płytką z obrazem trupiej czaszki. Susona, córka kupca, zakochała się w chłopcu innej wiary - Chrześcijaninie. Słysząc, że jej ojciec chce zbrojnie napaść na jej ukochanego i jego rodzinę, ostrzegła go przed inwazją. A on - by uniknąć śmierci - kazał żołnierzom inkwizycji aresztować i zabić ojca dziewczyny. Susana przepełniona wstydem i rozpaczą powiesiła się na łańcuchu przed swym domem. W liście pożegnalnym poprosiła, by wywieszono tam obraz jej czaszki jako ostrzeżenie przed stawianiem uczuć nad wiarą, rodziną i zasadami...


Wąskie uliczki oraz tunele i bramy - w tym jedna o obniżonym łuku zmuszającym kiedyś zbyt szybkie wozy konne do zmniejszenia prędkości na bezpieczną dla przechodniów - prowadzą nas nieuchronnie do serca starej Sewilli, do Placu Las Banderas, przy którym stoi katedra oraz słynna Giralda - wieża kościelna niegdyś będąca minaretem, a także archiwum indyjskie utworzone w 1785 roku z woli Karola III, który chciał w jednym miejscu zgromadzić dokumenty dotyczących hiszpańskich kolonii. Dziś są tu kilometry ksiąg z różnych epok - a dokładnie około 9 tysięcy metrów bieżących.


Zastanawiam się, które z wchodzących do Archivo General de Indias osób są współczesnymi poszukiwaczami skarbów - takimi, jakie opisuje w "Gorączce" Tomek Michniewicz: tropiącymi dawne legendy i szukającymi starych map. A propos map - fragment o nich lubię w tej książce szczególnie: "Hiszpański król Filip któryśtam wydał edykt, wedle którego wszystkie mapy prowadzące do złota miały być sporządzane w ten sam uniwersalny sposób. (...) Ale nie wszyscy Hiszpanie byli do końca uczciwi. Albo inaczej: większość nie była uczciwa ani trochę, więc królewskie edykty niewiele ich obchodziły. Zwłaszcza pięć tysięcy mil od pałacu w Sewilli, na pustyni, gdzie szukając złota, tak łatwo było zatruć się cudzym żelastwem. Stare hiszpańskie mapy (...) to więc logiczna łamigłówka. Są pełne przeróżnych wariacji, zmyłek, kodów, podwójnych znaczeń i zagadek. Czasem to tylko kilka kresek i krzyżyk, czasem wielka płachta zarysowana z jednej, a zapisana z drugiej strony, zawierająca zaszyfrowaną instrukcję, jak dotrzeć do schowka, od którego kamienia ile kroków wykonać, dokąd skręcić i gdzie spojrzeć." Zaglądam przez okna i wyobrażam sobie, że 80 milionów zgromadzonych tu łącznie stron dokumentów przeglądają właśnie teraz z wypiekami na twarzy tropiciele legend, którzy zaraz wyruszą w świat z przekonaniem, że odkopią niebawem na bezludnej wyspie złoto zakopane przez rozbitków z hiszpańskich galeonów.

Spod archiwum idę dalej w kierunku katedry. Z boku, przy Kaplicy  Królewskiej, miejscu pochówku Ferdynanda III, który zdobył miasto w 1248 roku po 500 lat rządów władców muzułmańskich, stoi tłum ludzi. Chcą oni ucałować w rękę patronkę Sewilli, drewnianą figurę Virgen de los Reyes ubraną w drogocenny płaszcz i wyposażoną w mechanizm poruszający jej rękami i głową.


"Ta katedra będzie tak wielka, że okrzykną nas szaleńcami" – zapowiedział architekt Alonso Martínez przystępując do jej budowy w roku 1434. I rzeczywiście, katedra Najświętszej Marii Panny w Sewilli to jedna z największych gotyckich świątyń na świecie. Jest budowlą pięcionawową, do której prowadzi aż piętnaście wejść.

Z zewnątrz wydaje się ogromna i niedostępna, wystarczy jednak wejść na obsadzone drzewkami pomarańczowymi patio, by znaleźć się w innym świecie. Jest to bowiem pozostałość zburzonego przez budowniczych świątyni chrześcijańskiej siedemnastonawowego meczetu - a konkretnie miejsca oblucji religijnych w nim wykonywanych. Co ciekawe, zanim katedra została pobudowana, meczet ten został poświęcony i odprawiano w nim msze. Szkoda, że nie uchroniło go to przed zmieceniem z powierzchni ziemi...


Widoczna stąd 97,5-metrowa wieża Giralda - dziś dzwonnica i punkt widokowy - też kiedyś niewiele miała wspólnego ze swą obecną funkcją. Jest to minaret z XII wieku wyposażony we wnętrzu w pochylnie, po których muezin wjeżdżał na miejsce modłów na grzbiecie osiołka. Dziś turyści wykorzystują je do wygodnego pokonania trasy do okien, z których roztacza się panoramiczny widok na Sewillę. 


To, że nie wygląda ona jak typowy minaret spowodowane jest faktem, że w XVI wieku dobudowano renesansowe zwieńczenie, a na czubku całej konstrukcji dodano wiatrowskaz. Z dołu nie wygląda on imponująco, ale w rzeczywistości jest to siedmiometrowy posąg kobiety symbolizujący triumf wiary chrześcijańskiej. Od niego pochodzi też nazwa całej budowli - "girar" oznacza bowiem po hiszpańsku "obracać się". 


Do katedry wchodzę pod brzuchem wiszącego u jej wejścia od 1260 roku drewnianego krokodyla - daru egipskiego emira, który starał się o rękę córki Alfonsa X Mądrego. Podchodzę do misternie ozdobionego srebrnego ołtarza. Jeszcze większe wrażenie wywiera na mnie ołtarz główny - dzieło życia Pierre Dancarta - na który mistrz zużył 2,5 tony złota z Nowego Świata. Jest on niczym drogocenny komiks ze scenami z życia Marii i Jezusa. 


Podchodzę do jednej z licznych kaplic. W tej znajduje się obraz Bartolomé Estebana Murillo przedstawiający Antoniego Padewskiego. Święty wydaje się jakby otoczony blizną... Z tym wiąże się historia bardziej niezwykła niż niejedna bajka, choć całkowicie prawdziwa. Na początku XIX wieku Francuzi wywieźli z Sewilli ponad 900 dzieł sztuki. Ten obraz - o szczególnym znaczeniu religijnym - udało się uchronić przed tym smutnym losem; tutejsi biskupi wiele sił wnieśli w negocjacje mające na celu zatrzymanie go w Sewilli. Ale niestety nie został tu na zawsze - w XX wieku wizerunek świętego stał się łupem złodzieja, który wyciął go nożem z tła obrazu i sprzedał marszandowi z Nowego Jorku. Kupiec domyślił się nielegalnego pochodzenia artefaktu i oddał go ambasadzie hiszpańskiej. I tak to święty Antoni - patron rzeczy znalezionych - wrócił na swe pierwotne miejsce w sewilskiej kaplicy.


Mijam niesiony przez królów Kastylii, Aragonu, Leonu i Navarry sarkofag Krzysztofa Kolumba z 1902 roku. Wcześniej jego doczesne szczątki znajdowały się w kaplicy, w której obecnie podziwiać można obraz Dziewicy Najstarszej z XIII wieku.


W kolejnej sali oglądam - chyba po raz pierwszy w życiu - obraz samego mistrza Goi. Dzieło z 1817 roku przedstawia świętą Justę i świętą Rufinę, patronki miasta. Rzucone zostały one na pożarcie lwom, ale zwierzęta ukorzyły się przed nimi i zaczęły lizać je po stopach. W tle za kobietami widać zarys wieży kościelnej - męczennice miały bowiem uchronić ją, świątynię i całe miasto przed skutkami trzęsienia ziemi w XVIII wieku.


Dalej, w kolejnej kaplicy, na krzyżu wisi Jezus. Zdaje się, jakby miał zamknięte oczy - ale w gruncie rzeczy są one półotwarte. Mistrz Juan Martínez Montañés, zwany hiszpańskim Fidiaszem, wyrzeźbił je tak, by każdy, kto w nie spojrzy, poczuł ciężar grzechu i potrzebę spowiedzi. Dokładnie takie wytyczne odnośnie wzroku Chrystusa zapisali w zleceniu dla mistrza (dostępnym do dziś w archiwach) dygnitariusze kościelni zamawiający to dzieło.


Skarbiec świątyni, w którym o dziwo można robić zdjęcia, pełen jest obrazów, rzeźb, figur, naczyń. Mnie najbardziej urzeka w nim misternie zdobiona srebrna monstrancja wyposażona w chowane kółka pozwalające na transport tej nielekkiej konstrukcji. 


Przez dziedziniec, którego podłoże wskazuje na dawną funkcję tego miejsca, z terenu katedry wychodzę za Puerta del Perdón - Bramę Przebaczenia, też zbudowaną jeszczew czasach muzułmańskich. Za nią czeka na mnie kolejna sewilska legenda - taka, której częścią może stać się każdy, kto przyjedzie do tego miasta. Stoją tu figury Pawła i Piotra skutecznie odwracający uwagę od arabskich ornamentów nad bramą. Pozornie w rzeźbach ma nic osobliwego - poza tym, że jeden z apostołów zna tajemnicę dobrobytu i bogactwa. Każdy, kto wypatrzy jego TRZECIĄ DŁOŃ, zapewnione będzie miał dostatnie życie. Mnie się udało - ale zdjęcia zbliżenia dodatkowej dłoni nie publikuję, by Wam, Drodzy Czytelnicy, też dać szansę na zostanie bohaterami sewilskiej legendy.




***
ZAPRASZAM NA INNE TEKSTY O:
HISZPANII

PORTUGALII


***
ZAPRASZAM TEŻ NA FILMOWY SPACER PO SEWILLI

7.04.2015

/SEWILLA/ Spacer tropami bohaterów po stolicy Andaluzji


1. Padme i Anakin na Placu Hiszpańskim

Źródło: starwars.wikia.com

Anakin Skywalker i Padme Amidala właśnie przybyli na planetę Naboo. Idą po dziedzińcu pałacu do głównego wejścia.
- Gdybym dorastał w takim miejscu, chyba nigdy nie wyjechałbym z rodzinnego domu - mówi zachwycony widokiem Anakin.
- Wątpię - śmieje się Padme.
- Jestem pewny - podkreśla młody Skywalker. - Gdy zacząłem pobierać nauki, tęskniłem za domem i czułem się bardzo samotny. (...) Byłoby mi lżej, gdybym mógł wracać myślami do takiego pałacu - połyskującego w słońcu i otoczonego wonią kwiatów...

Tak rozmawiają bohaterowie "Ataku klonów" spacerując po Plaza de España wzdłuż monumentalnego półkolistego pawilonu, który zbudowano w Sewilli w roku 1928 według planów Aníbala Gonzáleza na potrzeby odbywającej się rok później Wystawy Iberoamerykańskiej. Nic dziwnego, że budowla ta stała się tłem dla jednej ze scen w sadze science fiction: jej styl, opisywany jako mieszanka art deco z elementami neomauretańskimi i szczyptą estetyki renesansowej, jest rzeczywiście kosmiczny.  


Z okazji Exposición Iberoamericana de Sevilla, na którą tłumnie przybyli przedstawiciele aż 18 państw, w tym byłych kolonii hiszpańskich, przebudowano właściwie całą południową część Sewilli uzupełniając ją o szerokie bulwary i tereny zielone. Centrum tego założenia stał się Park Marii Luizy rozciągający się wzdłuż nabrzeża Guadalkiwiru ze swymi rzeźbami, fontannami i ławkami ukrytymi wśród zieleni. Kiedyś był on ogrodem przy pałacu San Telmo, ale w roku 1893 infantka Luiza Fernanda przekazała go do użytku publicznego. W roku 1911 przestrzeń tę przearanżował Jean-Claude Nicolas Forestier, a przed Wystawą Światową park wzbogacono o liczne nowe elementy. 


Kontrastujący z parkiem niczym kultura z naturą  Plac Hiszpański jest tak szeroki, że nawet obiektywem 11 mm nie jestem w stanie objąć go w całości. Oświetlenie też nie sprzyja zdjęciom - przed południem niestety można zrobić tu głównie ujęcia pod Słońce.


Z tego samego powodu oglądam to miejsce przez przymrużone oczy - mimo to poraża mnie jego skala, kompozycja, kolorystyka. Czerwień zakończonego po obu stronach wieżami (północną i południową) symetrycznego pawilonu, symbolizującego Matkę-Hiszpanię z otwartymi ramionami przyjmującą swych iberoamerykańskich braci, kontrastuje z elementami ozdobnymi z biało-niebiesko-żółtej ceramiki azulejos.


Do pawilonu - mieszczącego dziś urzędy państwowe i miejskie oraz inne instytucje pożytku publicznego, w tym bibliotekę i teatr - zbliżam się od strony zachodniej. Mijam las budek z pamiątkami, w których za 2-3 euro można kupić kolorowe wachlarze - z bykami, motywami sewilskimi, kreacjami z koronki, a nawet obrazem tęczy. Następnie przechodzę przez szpaler eleganckich platanów i ceramicznych balustrad.


Wchodzę na plac okolony minifosą i pokryty kamieniami ułożonymi w zgrabne esy floresy. Mijam fontannę zaprojektowaną przez Vicenta Travera y Tomása, który w roku 1926 zastąpił Aníbala Gonzáleza w funkcji głównego architekta tego miejsca. Przechodzę też przez ceramiczne mostki symbolizujące cztery starożytne królestwa Hiszpanii.


Wzdłuż arkad, przy których spacerował Anakin z Padme, znajdują się kolejne jedyne w swoim rodzaju zdobienia. Stworzono tu tak zwane alkowy reprezentujące różne prowincje - tak, by goście wystawy mogli sfotografować się ze swoją ojczyzną. Dziś ktoś sprytnie wykorzystuje to zaciszne i zacienione miejsce do sprzedaży książek


W miejscu, gdzie w "Gwiezdnych Wojnach" zaparkowany był mały ślizgacz powietrzny, stoi bryczka konna. Zastanawiam się, który z tych pojazdów lepiej pasuje do tego neorenesansowo-mauretańsko-kosmicznego miejsca...

   

2. Carmen przy Plaza de Toros de la Real Maestranza de Caballería 

Źródło: wikipedia.org

W okolicach biało-żółtego barokowego budynku, najstarszej areny walk byków na świecie, wznoszonego z licznymi perturbacjami od roku 1749 do 1881, stoją czarne statuy upamiętniające różnych bohaterów - i tych prawdziwych, i fikcyjnych. Wśród nich jest na przykład jeden z członków słynnej torreadorskiej rodziny Romero z Rondy. Znalazła się tu też Carmen, która wyszła spod pióra Prospera Merimée jako pracownica fabryki cygar i nieprzeciętnej urody piękność - i którą swą operą rozsławił Bizet. W słynnej arii "Seguendilla" śpiewa ona:
Niedaleko od murów Sewilli,
U mojego przyjaciela Lillas Pastia,
Będę tańczyć seguedillę
I pić manzanillę,
Pójdę do mojego przyjaciela Lillas Pastia.
Ale być samemu nie jest zabawnie,
Prawdziwa przyjemność, to być we dwoje;
Tak, dla pewności, mam kogoś,
Wezmę tam ze sobą mojego kochanka!
Mojego kochanka! Do diabła z nim teraz!
Zerwałam z nim wczoraj! 



Ale nie tylko ta słynna opera została osadzona w mieście, którego - jak mówi hiszpańskie powiedzenie - "jeśli ktoś nie odwiedził, to cudu nie widział". W tle ma je też "Don Juan" i oczywiście "Cyrulik Sewilski". Wielu twórców przyjeżdżało bowiem do słonecznej Andaluzji, by z jej nastroju czerpać inspirację do swych dzieł...

Niemniej jednak to Carmen chyba najbardziej kojarzona jest z Sewillą - a w szczególności z areną Real Maestranza, przed którą właśnie stoję. To tu właśnie bowiem zazdrosny Don Jose, mąż pięknej Hiszpanki, w szale dźgnął ją nożem... 

Jej krew - abstrahując od faktu, że przelana została jedynie w sposób literacki - stanowi oczywiście tylko kroplę w morzu płynów fizjologicznych, którymi żółtą arenę nasączają byki w czasie walk obserwowanych przez 12 tysięcy widzów na trybunach, setki w okolicznych barach z odpowiednim wystrojem wnętrz i miliony przed telewizorami. Co ciekawe, ceny biletów na te spektakle bardzo silnie uzależnione są od tego, czy siedzi się w słońcu (sol) czy w cieniu (sombra) - co oznaczone jest przy wejściach do poszczególnych sektorów obiektu (corridy odbywają się zawsze popołudniami, więc wiadomo, z której strony pada światło). 


Kiedy dokładnie odbywają się walki, widać na plakatach przy wejściu na arenę. A sam obiekt warto zwiedzić nawet, jeśli akurat nic się w nim nie dzieje: zorganizowano tam bowiem muzeum corridy ze strojami uczestników pokazu, głowami pokonanych byków i innymi - w dużej mierze mocno kuriozalnymi - eksponatami. 


W dalszych salach możemy poczytać o najsłynniejszych torreadorach, a nawet zobaczyć ich na portretach i w scenach zbiorowych. Stoją na nich dumnie mając świadomość, że są prawdziwymi bohaterami narodowymi Hiszpanii - znanymi z nazwisk i podziwianymi. Podobno precyzyjne trafienie w rdzeń kręgowy byka - nawet osłabionego już wcześniej przez pikadorów - nie jest łatwą sztuką... A byk? Byk walczy tylko raz - nawet jeśli, co zdarza się niezmiernie rzadko, darowane zostanie mu życie. Bo za drugim razem mógłby być już znacznie bardziej niebezpieczny dla swego oprawcy. Zwierzęta szybko się uczą.



3. Kolumb w katedrze

Źródło: wikipedia.org

Sewilla ma wielu bohaterów - Herkulesa, swego mitycznego założyciela, torreadorów czczonych za spryt i precyzję w narodowym sporcie oraz oczywiście Kolumba, który stąd wyruszył na słynną wyprawę do Indii. Gdy tam dopłynął, z radością doniósł o tym królowi pisząc list:
Panie! Ponieważ wiem, że uraduje cię wielkie zwycięstwo jakim Pan Nasz ukoronował moją podróż, pisze do Ciebie ten list, z którego dowiesz się, jak 33 dni płynąłem z Wysp Kanaryjskich do Indii na okrętach oddanych mi przez najjaśniejszego króla i królową, naszych władców. Napotkałem wiele wysp zamieszkałych przez niezliczone ludy i objąłem je w posiadanie dla ich wysokości przez dokonanie proklamacji i rozwinięcie sztandaru królewskiego; nie stawiano żadnego oporu.

O słynnym odkrywcy i jego dokonaniach przypomina wiele budynków w mieście. Na przykład pałac Alkazar (zbudowany w XI wieku, a rozbudowany w XIV): to tam Krzysztof Kolumb został przyjęty przez Izabelę Kastylijską i Ferdynanda Aragońskiego po podróży do Ameryki. Albo Złota Wieża nad brzegiem Guadalkiwiru - wzniesiona przez Almohadów jako strażnica portowa, a w czasach odkryć służąca jako magazyn do przechowywania kosztowności.


Jeszcze bardziej wprost o osiągnięciach Kolumba dla sławy i zamożności Portugalii mówi pomnik w ogrodach Murillo. Konstrukcja zaprojektowana przez architekta Talaverę, a wykonany przez rzeźbiarza Lorenzo Coullauta Valerę, została wzniesiona - podobnie jak wiele innych w tej części miasta - z okazji Wystawy Iberoamerykańskiej w 1929 roku. Dwie kolumny ustawione w osi promenady wieńczy figura lwa. Poniżej zawieszona jest misterna ozdoba składająca się z medalionów oraz ułożonych symetrycznie dziobów statków Kolumba. Ciekawy to pomnik - bo taki nie do końca dosłowny, a jednocześnie wiele mówiący.


Sam wielki odkrywca - który według najnowszych odkryć portugalskiego historyka Manuela Rosy mógł być nieślubnym synem polskiego króla Władysława III Warneńczyka (choć może jego teoria to tylko wyraz sąsiedzkiej niechęci do Hiszpanów) - też na wieki spoczął w Sewilli. Przynajmniej oficjalnie - bo groby Kolumba są dwa: jeden w tutejszej katedrze, a drugi na Dominikanie. 


Po śmierci w roku 1506 Cristóbal Colón został pochowany w Valladolid w Hiszpanii. Później jego szczątki - zgodnie z ostatnim życzeniem odkrywcy - przewieziono przez ocean i złożono w specjalnie w tym celu wzniesionym mauzoleum w Santo Domingo, stolicy dzisiejszej Republiki Dominikany.  Pod koniec XVIII w. wyspa znalazła się pod panowaniem Francji, Hiszpanie pośpiesznie wywieźli więc szczątki Kolumba na Kubę. W 1898 roku, gdy wybuchła wojna amerykańsko-hiszpańska (w której przedmiotem sporu były między innymi posiadłości kolonialne na Karaibach), znów musieli je przenieść. Tym razem trafiły do Sewilli, z której Kolumb wyruszył na swą najsłynniejszą wyprawę. Po tylu ekshumacjach i podróżach trudno jest dziś jednoznacznie coś ustalić - naukowcy zaczęli więc nawet prowadzić badania DNA mające na celu ustalenie procentowej obecności odkrywcy w jego dwóch konkurencyjnych grobach...

Tak czy owak w katedrze w Sewilli można podziwiać piękny grobowiec - nietypowy, bo znajdujący się nad ziemią. Trumna unoszona jest przez cztery postacie symbolizujące królów Kastylii, Aragonu, Leonu i Navarry. Patrząc na niego jestem pewna, że niezależnie od ostatniej woli, by spocząć na odkrytych przez siebie ziemiach, Kolumb byłby dumny z tak pięknego miejsca wiecznego odpoczynku. A o dalekich wojażach z pewnością przypomina mu wiszący u wejścia do katedry od 1260 roku drewniany krokodyl - dar egipskiego emira, który starał się o rękę córki Alfonsa X Mądrego. Nie potwierdzają tego oficjalne kroniki, ale ponoć piękna panna powiedziała potencjalnemu narzeczonemu: "Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi, luby"....




***
ZAPRASZAM NA INNE TEKSTY O:
HISZPANII

PORTUGALII