Zapraszam na blog podróżniczy o wyprawach do krajów Azji, Europy, Afryki Północnej i Ameryki Środko

7.04.2015

/SEWILLA/ Spacer tropami bohaterów po stolicy Andaluzji


1. Padme i Anakin na Placu Hiszpańskim

Źródło: starwars.wikia.com

Anakin Skywalker i Padme Amidala właśnie przybyli na planetę Naboo. Idą po dziedzińcu pałacu do głównego wejścia.
- Gdybym dorastał w takim miejscu, chyba nigdy nie wyjechałbym z rodzinnego domu - mówi zachwycony widokiem Anakin.
- Wątpię - śmieje się Padme.
- Jestem pewny - podkreśla młody Skywalker. - Gdy zacząłem pobierać nauki, tęskniłem za domem i czułem się bardzo samotny. (...) Byłoby mi lżej, gdybym mógł wracać myślami do takiego pałacu - połyskującego w słońcu i otoczonego wonią kwiatów...

Tak rozmawiają bohaterowie "Ataku klonów" spacerując po Plaza de España wzdłuż monumentalnego półkolistego pawilonu, który zbudowano w Sewilli w roku 1928 według planów Aníbala Gonzáleza na potrzeby odbywającej się rok później Wystawy Iberoamerykańskiej. Nic dziwnego, że budowla ta stała się tłem dla jednej ze scen w sadze science fiction: jej styl, opisywany jako mieszanka art deco z elementami neomauretańskimi i szczyptą estetyki renesansowej, jest rzeczywiście kosmiczny.  


Z okazji Exposición Iberoamericana de Sevilla, na którą tłumnie przybyli przedstawiciele aż 18 państw, w tym byłych kolonii hiszpańskich, przebudowano właściwie całą południową część Sewilli uzupełniając ją o szerokie bulwary i tereny zielone. Centrum tego założenia stał się Park Marii Luizy rozciągający się wzdłuż nabrzeża Guadalkiwiru ze swymi rzeźbami, fontannami i ławkami ukrytymi wśród zieleni. Kiedyś był on ogrodem przy pałacu San Telmo, ale w roku 1893 infantka Luiza Fernanda przekazała go do użytku publicznego. W roku 1911 przestrzeń tę przearanżował Jean-Claude Nicolas Forestier, a przed Wystawą Światową park wzbogacono o liczne nowe elementy. 


Kontrastujący z parkiem niczym kultura z naturą  Plac Hiszpański jest tak szeroki, że nawet obiektywem 11 mm nie jestem w stanie objąć go w całości. Oświetlenie też nie sprzyja zdjęciom - przed południem niestety można zrobić tu głównie ujęcia pod Słońce.


Z tego samego powodu oglądam to miejsce przez przymrużone oczy - mimo to poraża mnie jego skala, kompozycja, kolorystyka. Czerwień zakończonego po obu stronach wieżami (północną i południową) symetrycznego pawilonu, symbolizującego Matkę-Hiszpanię z otwartymi ramionami przyjmującą swych iberoamerykańskich braci, kontrastuje z elementami ozdobnymi z biało-niebiesko-żółtej ceramiki azulejos.


Do pawilonu - mieszczącego dziś urzędy państwowe i miejskie oraz inne instytucje pożytku publicznego, w tym bibliotekę i teatr - zbliżam się od strony zachodniej. Mijam las budek z pamiątkami, w których za 2-3 euro można kupić kolorowe wachlarze - z bykami, motywami sewilskimi, kreacjami z koronki, a nawet obrazem tęczy. Następnie przechodzę przez szpaler eleganckich platanów i ceramicznych balustrad.


Wchodzę na plac okolony minifosą i pokryty kamieniami ułożonymi w zgrabne esy floresy. Mijam fontannę zaprojektowaną przez Vicenta Travera y Tomása, który w roku 1926 zastąpił Aníbala Gonzáleza w funkcji głównego architekta tego miejsca. Przechodzę też przez ceramiczne mostki symbolizujące cztery starożytne królestwa Hiszpanii.


Wzdłuż arkad, przy których spacerował Anakin z Padme, znajdują się kolejne jedyne w swoim rodzaju zdobienia. Stworzono tu tak zwane alkowy reprezentujące różne prowincje - tak, by goście wystawy mogli sfotografować się ze swoją ojczyzną. Dziś ktoś sprytnie wykorzystuje to zaciszne i zacienione miejsce do sprzedaży książek


W miejscu, gdzie w "Gwiezdnych Wojnach" zaparkowany był mały ślizgacz powietrzny, stoi bryczka konna. Zastanawiam się, który z tych pojazdów lepiej pasuje do tego neorenesansowo-mauretańsko-kosmicznego miejsca...

   

2. Carmen przy Plaza de Toros de la Real Maestranza de Caballería 

Źródło: wikipedia.org

W okolicach biało-żółtego barokowego budynku, najstarszej areny walk byków na świecie, wznoszonego z licznymi perturbacjami od roku 1749 do 1881, stoją czarne statuy upamiętniające różnych bohaterów - i tych prawdziwych, i fikcyjnych. Wśród nich jest na przykład jeden z członków słynnej torreadorskiej rodziny Romero z Rondy. Znalazła się tu też Carmen, która wyszła spod pióra Prospera Merimée jako pracownica fabryki cygar i nieprzeciętnej urody piękność - i którą swą operą rozsławił Bizet. W słynnej arii "Seguendilla" śpiewa ona:
Niedaleko od murów Sewilli,
U mojego przyjaciela Lillas Pastia,
Będę tańczyć seguedillę
I pić manzanillę,
Pójdę do mojego przyjaciela Lillas Pastia.
Ale być samemu nie jest zabawnie,
Prawdziwa przyjemność, to być we dwoje;
Tak, dla pewności, mam kogoś,
Wezmę tam ze sobą mojego kochanka!
Mojego kochanka! Do diabła z nim teraz!
Zerwałam z nim wczoraj! 



Ale nie tylko ta słynna opera została osadzona w mieście, którego - jak mówi hiszpańskie powiedzenie - "jeśli ktoś nie odwiedził, to cudu nie widział". W tle ma je też "Don Juan" i oczywiście "Cyrulik Sewilski". Wielu twórców przyjeżdżało bowiem do słonecznej Andaluzji, by z jej nastroju czerpać inspirację do swych dzieł...

Niemniej jednak to Carmen chyba najbardziej kojarzona jest z Sewillą - a w szczególności z areną Real Maestranza, przed którą właśnie stoję. To tu właśnie bowiem zazdrosny Don Jose, mąż pięknej Hiszpanki, w szale dźgnął ją nożem... 

Jej krew - abstrahując od faktu, że przelana została jedynie w sposób literacki - stanowi oczywiście tylko kroplę w morzu płynów fizjologicznych, którymi żółtą arenę nasączają byki w czasie walk obserwowanych przez 12 tysięcy widzów na trybunach, setki w okolicznych barach z odpowiednim wystrojem wnętrz i miliony przed telewizorami. Co ciekawe, ceny biletów na te spektakle bardzo silnie uzależnione są od tego, czy siedzi się w słońcu (sol) czy w cieniu (sombra) - co oznaczone jest przy wejściach do poszczególnych sektorów obiektu (corridy odbywają się zawsze popołudniami, więc wiadomo, z której strony pada światło). 


Kiedy dokładnie odbywają się walki, widać na plakatach przy wejściu na arenę. A sam obiekt warto zwiedzić nawet, jeśli akurat nic się w nim nie dzieje: zorganizowano tam bowiem muzeum corridy ze strojami uczestników pokazu, głowami pokonanych byków i innymi - w dużej mierze mocno kuriozalnymi - eksponatami. 


W dalszych salach możemy poczytać o najsłynniejszych torreadorach, a nawet zobaczyć ich na portretach i w scenach zbiorowych. Stoją na nich dumnie mając świadomość, że są prawdziwymi bohaterami narodowymi Hiszpanii - znanymi z nazwisk i podziwianymi. Podobno precyzyjne trafienie w rdzeń kręgowy byka - nawet osłabionego już wcześniej przez pikadorów - nie jest łatwą sztuką... A byk? Byk walczy tylko raz - nawet jeśli, co zdarza się niezmiernie rzadko, darowane zostanie mu życie. Bo za drugim razem mógłby być już znacznie bardziej niebezpieczny dla swego oprawcy. Zwierzęta szybko się uczą.



3. Kolumb w katedrze

Źródło: wikipedia.org

Sewilla ma wielu bohaterów - Herkulesa, swego mitycznego założyciela, torreadorów czczonych za spryt i precyzję w narodowym sporcie oraz oczywiście Kolumba, który stąd wyruszył na słynną wyprawę do Indii. Gdy tam dopłynął, z radością doniósł o tym królowi pisząc list:
Panie! Ponieważ wiem, że uraduje cię wielkie zwycięstwo jakim Pan Nasz ukoronował moją podróż, pisze do Ciebie ten list, z którego dowiesz się, jak 33 dni płynąłem z Wysp Kanaryjskich do Indii na okrętach oddanych mi przez najjaśniejszego króla i królową, naszych władców. Napotkałem wiele wysp zamieszkałych przez niezliczone ludy i objąłem je w posiadanie dla ich wysokości przez dokonanie proklamacji i rozwinięcie sztandaru królewskiego; nie stawiano żadnego oporu.

O słynnym odkrywcy i jego dokonaniach przypomina wiele budynków w mieście. Na przykład pałac Alkazar (zbudowany w XI wieku, a rozbudowany w XIV): to tam Krzysztof Kolumb został przyjęty przez Izabelę Kastylijską i Ferdynanda Aragońskiego po podróży do Ameryki. Albo Złota Wieża nad brzegiem Guadalkiwiru - wzniesiona przez Almohadów jako strażnica portowa, a w czasach odkryć służąca jako magazyn do przechowywania kosztowności.


Jeszcze bardziej wprost o osiągnięciach Kolumba dla sławy i zamożności Portugalii mówi pomnik w ogrodach Murillo. Konstrukcja zaprojektowana przez architekta Talaverę, a wykonany przez rzeźbiarza Lorenzo Coullauta Valerę, została wzniesiona - podobnie jak wiele innych w tej części miasta - z okazji Wystawy Iberoamerykańskiej w 1929 roku. Dwie kolumny ustawione w osi promenady wieńczy figura lwa. Poniżej zawieszona jest misterna ozdoba składająca się z medalionów oraz ułożonych symetrycznie dziobów statków Kolumba. Ciekawy to pomnik - bo taki nie do końca dosłowny, a jednocześnie wiele mówiący.


Sam wielki odkrywca - który według najnowszych odkryć portugalskiego historyka Manuela Rosy mógł być nieślubnym synem polskiego króla Władysława III Warneńczyka (choć może jego teoria to tylko wyraz sąsiedzkiej niechęci do Hiszpanów) - też na wieki spoczął w Sewilli. Przynajmniej oficjalnie - bo groby Kolumba są dwa: jeden w tutejszej katedrze, a drugi na Dominikanie. 


Po śmierci w roku 1506 Cristóbal Colón został pochowany w Valladolid w Hiszpanii. Później jego szczątki - zgodnie z ostatnim życzeniem odkrywcy - przewieziono przez ocean i złożono w specjalnie w tym celu wzniesionym mauzoleum w Santo Domingo, stolicy dzisiejszej Republiki Dominikany.  Pod koniec XVIII w. wyspa znalazła się pod panowaniem Francji, Hiszpanie pośpiesznie wywieźli więc szczątki Kolumba na Kubę. W 1898 roku, gdy wybuchła wojna amerykańsko-hiszpańska (w której przedmiotem sporu były między innymi posiadłości kolonialne na Karaibach), znów musieli je przenieść. Tym razem trafiły do Sewilli, z której Kolumb wyruszył na swą najsłynniejszą wyprawę. Po tylu ekshumacjach i podróżach trudno jest dziś jednoznacznie coś ustalić - naukowcy zaczęli więc nawet prowadzić badania DNA mające na celu ustalenie procentowej obecności odkrywcy w jego dwóch konkurencyjnych grobach...

Tak czy owak w katedrze w Sewilli można podziwiać piękny grobowiec - nietypowy, bo znajdujący się nad ziemią. Trumna unoszona jest przez cztery postacie symbolizujące królów Kastylii, Aragonu, Leonu i Navarry. Patrząc na niego jestem pewna, że niezależnie od ostatniej woli, by spocząć na odkrytych przez siebie ziemiach, Kolumb byłby dumny z tak pięknego miejsca wiecznego odpoczynku. A o dalekich wojażach z pewnością przypomina mu wiszący u wejścia do katedry od 1260 roku drewniany krokodyl - dar egipskiego emira, który starał się o rękę córki Alfonsa X Mądrego. Nie potwierdzają tego oficjalne kroniki, ale ponoć piękna panna powiedziała potencjalnemu narzeczonemu: "Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi, luby"....




***
ZAPRASZAM NA INNE TEKSTY O:
HISZPANII

PORTUGALII

No comments:

Post a comment