Zapraszam na blog podróżniczy o wyprawach do krajów Azji, Europy, Afryki Północnej i Ameryki Środko

7.14.2014

/FRANKONIA/ Trzy kurorty i trzy klasztory, czyli coś dla ciała i coś dla ducha


Badenia-Wirtembergia i Bawaria to moje dwa ukochane z szesnastu niemieckich landów. W tym pierwszym - a konkretnie w rajskim miasteczku Tübingen nad rzeką Neckar - studiowałam przez dwa lata w jednym z najstarszych uniwersytetów w kraju, do drugiego zaś chętnie jeżdżę na urlopy letnie i zimowe, by porozkoszować się sielską atmosferą, pozwiedzać barokowe kościoły, zaznać zdrowotnych kąpieli i podelektować się tradycyjną kuchnią (tak dużych porcji mięsa, jak tutaj, nie serwuje się chyba nigdzie na świecie).  


Leżąca po części w jednym, a po części w drugim z tych landów Frankonia (Franken) - historyczny region, który w średniowieczu był osobnym księstwem i rozciągał się od Renu po Turyngię - oferuje masę atrakcji dla ciała i jeszcze więcej dla ducha. Są tu kurorty z tradycjami, nowoczesne pływalnie, eleganckie restauracje, są też zabytki rzymskie (na przykład koło Buchen można zobaczyć liczące sobie dwa tysiące lat pozostałości Limesu Górnogermańsko-Retyckiego - dawnego systemu umocnień granicznych rozciągających się niegdyś między Renem a Dunajem na długości ponad pięciuset kilometrów ) i skarby z czasów nowszych - barokowe kościoły, opactwa, sanktuaria maryjne i biblioteki klasztorne...


Można przyjechać tu nawet sto razy i zawsze odkryje się coś nowego. W Internecie są nawet rankingi najważniejszych opactw oraz poradniki "Które klasztory trzeba koniecznie zobaczyć" - bo naprawdę trudno, nawet mając tydzień czy dwa, wybrać coś z tak ogromnej oferty. Czasem jedzie się do jakiegoś słynnego zamku, a po drodze, w jakimś małym miasteczku, zauważa piękny kościółek, przy którym nie sposób się nie zatrzymać. Tak było i tym razem: na poły planowo, a na poły spontanicznie poznaliśmy trzy kurorty i trzy klasztory.

(Źródło: Google Maps; kliknij, aby powiększyć mapkę)

Bad Kissingen to najpopularniejszy niemiecki kurort - przynajmniej według publikowanych w prasie danych z tegorocznego rankingu przeprowadzonego przez Emnid, największą agencję badań rynku w Niemczech. W sumie trudno się dziwić, że tyle osób zna i lubi to miejsce: znajdują się tu najstarsze w Europie tężnie, wyjątkowe źródła lecznicze i rozległe rosarium. 



Idąc z parkingu do parku mijamy Staatliches Kurhausbad przy Prinzregentenstraße 6 - zabytkowy dom zdrojowy stojący w centrum miasteczka od 1927 roku. W latach dwudziestych XX wieku był on największym tego typu obiektem w Europie. Budynek wzniesiony w klasycystycznym stylu mieścił kiedyś aż sto kabin do kąpieli leczniczych. Dziś też można iść tam na masaż lub terapię antystresową w pięknym otoczeniu: wewnętrzne ściany pomieszczeń wyłożone są porcelaną z Nymphenburga.


Przy wejściu do parku zdrojowego na kuracjuszy czeka pierwsze (również w ujęciu historycznym) dobroczynne źródło - Maxquelle. Kuracjusze przychodzą tu od bardzo dawna - najstarsze informacje o gościach zażywających tu kąpieli pochodzą z roku 1520, a same dobroczynne źródła opisano już w IX wieku. Kwaśna woda płynąca z mosiężnego kranu ponoć doskonale wpływa na górne drogi oddechowe. Znaczenie źródła podkreśla jego nazwa upamiętniająca króla bawarskiego Maksymiliana I Josepha (1756 - 1825).


Tuż za domkiem z Maxquelle znajduje się wejście do parku zdrojowego. Aleją wysadzaną dającymi przyjemny cień drzewami dochodzimy do ukwieconej fontanny i klasycystycznego budynku Luitpoldbad z XIX wieku. Mimo, że od końca lat siedemdziesiątych nie można zażywać tu już kąpieli, to i tak warto przejść się po przeszklonych korytarzach, obejrzeć ślady dawnej świetności i napić się regulującej pracę żołądka gazowanej wody ze źródeł Pandur i Rakoczy. To drugie zawdzięcza swą nazwę węgierskiemu księciu Ferencowi Rákóczemu (1676 - 1735) - bo jest ponoć tak pełne życia i wigoru jak ta historyczna postać. 

W przeciwieństwie do części kuracyjnej nadal czynne jest znajdujące się w drugim skrzydle budynku kasyno połączone z restauracją. Działa ono nieprzerwanie od 1955 roku. Na dziedzińcu przed nim często można posłuchać koncertów muzyki klasycznej i ludowej - dziś akurat nikt nie gra, ale woda w fontannie szumi przyjemnie. 


Wizytę w najsłynniejszym niemieckim kurorcie kończymy spacerem po zielonym parku zdrojowym. W drodze do parkingu żegna nas przejeżdżająca bryczka ze znaczkiem pocztyliona ciągnięta przez ustrojone pod jej kolor konie. Doskonale pasuje ona do klimatu tego miejsca - na pewno lepiej niż jadące przed i za nią współczesne samochody.

W kolejnym miasteczku kuracyjnym na naszej trasie - Bad Wimpfen na lewym brzegu Neckaru - zamiast wizyty w wodach wybieramy spacer dla zdrowotności. Bo przecież powietrze ma tu także dobroczynne właściwości.


Osadnictwo sięga tu epoki kamienia łupanego, w dawnych wiekach mieszkali na tym terenie Celtowie a potem Rzymianie. Historia miejscowości jako uzdrowiska jest oczywiście dużo młodsza - solankę zaczęto tu pozyskiwać w roku 1817, zarówno do celów przemysłowych, jak i kuracyjnych. Dziś miasteczko znane jest na równi jako kurort i jako pomnik kultury. Historyczna Starówka objęto w całości ochroną konserwatorską - jeden zbytek stoi tu bowiem dosłownie obok drugiego.


Mijamy Hotel Weinmann położony tuż przy parku zdrojowym, a potem ratusz z namalowanymi na fasadzie herbami. Przypominają one o uroczystości przyłączenia miejscowości w roku 1952 do Badenii-Wirtembergii, co nie było wcale oczywistym wyborem: kurort zwany był bowiem wcześniej "Perłą w koronie Hesji" i pewnie znalazłby się właśnie w tym kraju związkowym, gdyby nie to, że mieszkańcy w referendum zdecydowali inaczej.


Aby spojrzeć na miasteczko z innej perspektywy, wchodzimy na dwudziestotrzymetrową wieżę Roter Turm, stanowiącą część średniowiecznych fortyfikacji. Z jej szczytu rozciąga się panoramiczny widok na okolicę - z jednej strony widać jak na dłoni Bad Wimpfen, a z drugiej - Neckar wijący się wśród łąk.


Z jednolitego krajobrazu czerwonych dachówek obramowanych jaśniejszymi nowymi budynkami mieszkalnymi wybijają się wieże gotyckiego kościoła. To Stiftskirche St. Peter, którego historia sięga VII wieku, ale obecna forma kształtowana była przez wieki. Sama fasada odnowiona została osiem lat temu.


Z klimatów średniowiecznych przenosimy się naszym wehikułem czasu i przestrzeni na czterech kółkach do Bad Mergentheim nad rzeką Tauber - już nieco poza granice Frankonii. W Bad Kissingen piliśmy dobroczynną wodę, w Bad Wimpfen wdychaliśmy świeże powietrze, a tu zaznamy uroków witalizującej kąpieli termalnej. Ale zanim tak przyjemnie i pożytecznie zakończymy dzień, udajemy się na rekonesans do parku i domu zdrojowego - czyli do Haus des Kurgastes z 1922 roku. Można tu nie tylko napić się źródlanej wody, ale też skorzystać z ogólnodostępnej czytelni lub po prostu posiedzieć i odpocząć w kojącej ciszy.


Po krótkim acz efektywnym relaksie idziemy na spacer po parku. Tam spotykamy znaną osobistość - samego Sebastiana Kneippa, żyjącego w latach 1821-97 bawarskiego duchownego, który spopularyzował wodolecznictwo, opracował recepturę specjalnej zdrowotnej kawy i wynalazł służącą ciału bieliznę. Do dziś instalacje do spacerów w zimnej wodzie instalowane na pływalniach nazywane są na jego cześć "Kneipp-Anlagen".


Od teorii przechodzimy do praktyki: na pływalni Solymar czekają na nas baseny z lekko gazowana solanką wypływającą ze źródła Paulsquelle znajdującego się pół kilometra pod ziemią. Testujemy jacuzzi, masaże wodne i zjeżdżalnie.


W zdrowym ciele zdrowy duch - i dusza żądna estetycznych wrażeń. Dlatego wizyty w kurortach dobrze jest dopełnić zwiedzaniem pereł architektury. Takich, jak klasztor Bronnbach - opactwo założone przez Cystersów w roku 1151. Miejsce to wskazał ponoć swym błogosławionym palcem sam Bernhard von Clairvaux mówiąc "I tu stanie klasztor mego zakonu". Dodatkowo o dokładnej lokalizacji zdecydowały według legendy białe skowronki, które stąd właśnie w symbolicznej trójcy wzniosły się do nieba.


Spacerujemy po krużganku oświetlonym miękkim światłem. Kiedyś w milczeniu przechadzali się po nim mnisi, dziś słychać tu ożywione rozmowy zwiedzających. 


Stąd udajemy się do kościoła klasztornego, który zbudowano w roku 1222 z czerwonego piaskowca - trzynawowej bazyliki łączącej elementy późnoromańskie i wczesnogotyckie. Od wejścia uderza mnie kontrast barokowego wyposażenia i prostoty murów stanowiących jej tło. Ta sprzeczność to konsekwencja losów tego miejsca - oryginalny wystrój zniszczony został w czasie wojny trzydziestoletniej. Duch mnisiej ascezy nieco się po tej odbudowie stąd ulotnił - zastąpił go duch nowszych czasów.


Lubujący się w złocie i zdobieniach barok wypełniający proste gotyckie mury wita nas również w Ebrach. Tutejsze opactwo założono także w XII wieku (a dokładnie w roku 1127), a kościół przyklasztorny kontrastujące stylistycznie wyposażenie również uzyskał po wojnach, w czasie których spłonęły pierwotne oryginalne sprzęty. I wygląd więc, i losy obu miejsc są trochę do siebie podobne.


Trochę inaczej jest w Schöntal - tu co prawda samo opactwo też założono w wieku XII, ale kościół (z charakterystycznymi wieżami) jest już w pełni barokowy - i od zewnątrz, i od wewnątrz

 
We wnętrzu, w którym błękit poprzetykany jest bielą, a kolor kremowy delikatną szarością, moje oczy przyciąga nietypowy element. Nietypowy podwójnie - bo i kolorystycznie (jest czarny), i znaczeniowo (nie przedstawia nikogo ze świętych). To czarny orzeł trzymający medalion z łacińską inskrypcją "Sustentat et ornat". Nie wiem, czy - jak mówi napis - ptak rzeczywiście chroni to miejsce, ale na pewno je ozdabia.

  
Co zrobić, by trzy opactwa - tak niezwykłe, ale przecież i tak podobne, a do tego zwiedzone jedno bezpośrednio po drugim - nie zlały się w pamięci w jeden obraz? Zaczynam szukać charakterystycznych elementów, które stanowiłyby jakieś znaczniki dla wspomnień. I tak Bronnbach zostaje dla mnie klasztorem konia, Ebrach - klasztorem muszli, a Schöntal - klasztorem żaby...



***
Zapraszam też na spacer filmowy po Bad Kissingen




i na pochód z okazji Święta Rakoczego w tym miasteczku (Rákóczi-Fest odbywa się tu od lat pięćdziesiątych XX wieku w ostatni weekend lipca)



No comments:

Post a comment