Zapraszam na blog podróżniczy o wyprawach do krajów Azji, Europy, Afryki Północnej i Ameryki Środko

11.23.2016

/TYBINGA/ Uwięziony Hölderlin i zniesmaczony Goethe, czyli o romantycznym mieście wyklętym przez Romantyków



W tym mieście spędziłam dwa lata - intensywniejsze niż dziesięć wcześniejszych i dziesięć późniejszych. Przeżyłam tam zimy z zaspami tak wysokimi, że nie dawały rady przedrzeć się przez nie miejskie autobusy, imprezy tak gorące, że skroplony pot kapał z sufitu Clubhausu, a pod butami tańczących chrupało szkło z butelek, demonstracje tak poruszające, że jeszcze długo po nich nosiłam znaczki ze skrajnie lewicowymi przesłaniami - na przykład tym, by patronem tutejszego uniwersytetu uczynić marksistę Ernsta Blocha, przyjaźnie tak mocne, że trwają do dziś... 


A jednak nigdy nie napisałam nic o tym czasie, o tych przeżyciach, o tamtych ludziach. Dopiero niedawno zrozumiałam dlaczego. Chyba mam to samo, co Kurt Vonnegut, który koniecznie chciał opowiedzieć o swoich wojennych losach - i bardzo długo nie umiał tego zrobić. "Kiedy dwadzieścia trzy lata temu wróciłem do domu z drugiej wojny światowej, wydawało mi się, że nic łatwiejszego, jak napisać o zniszczeniu Drezna – wystarczy po prostu przedstawić to, co widziałem. Sądziłem też, że wyjdzie z tego wybitne dzieło albo że przynajmniej zarobię na nim kupę forsy ze względu na wagę tematu. Tymczasem nie potrafiłem jakoś znaleźć w sobie odpowiednich słów (...). Zresztą teraz też nie bardzo wiem, jak o tym opowiadać, mimo że jestem już starym prykiem, otoczonym wspomnieniami, Pall Mallami i dorosłymi synami". Mnie także otaczają powracające obrazy z tamtych lat, Tybinga często mi się śni, jeżdżę tam też, kiedy tylko mogę - ale przelanie na papier dokładnie tego, co bym chciała, jakoś mi nie wychodzi. Spróbuję więc napisać coś tak całkiem po prostu - nie popadając w sentymentalizm. Tak, jakbym widziała to miasto przez okulary "efektu obcości", po raz pierwszy lub drugi w życiu - bez bagażu wspomnień i emocji.

Tübingen to miasteczko uniwersyteckie zlokalizowane w centralnej części Badenii-Wirtembergii, nad rzeką Neckar, około 30 kilometrów na południe od Stuttgartu, stolicy landu. Aż 28 spośród 85 tysięcy mieszkańców Tybingi stanowią studenci - dlatego średnia wieku wynosi tu 39 lat i jest najniższa w całych Niemczech. Uniwersytet, na którym miałam zaszczyt i ogromną przyjemność zgłębiać zawiłości języków germańskich, założono tu już w roku 1477 - jako jeden z pierwszych tego typu ośrodków w Europie. Dziś poszczególne fakultety mieszczą się w budynkach z różnych lat. Wydział Prawa na przykład zlokalizowany jest w Nowej Auli wniesionej w latach 1841-46, a Neofilologia - w znacznie nowszym Brechtbau przy Wilhelmstraße 50. Gmach, w którym studiowałam pisma Goethego i średniowysokoniemiecką frazeologię, stoi tu od roku 1974 i - o czym szeroko rozpisywała się prasa - już dawno nie był odnawiany. "Wymieniono tu w ciągu ostatnich dwudziestu lat jedynie automaty z napojami na modele przystosowane do waluty europejskiej" - zauważa oburzony dziennikarz z "Focusa". Ale ja z sentymentem wspominam poszarzałe betonowe ściany, skrzypiącą windę i porysowane tablice...


Przerwy między wykładami najchętniej spędzałam w założonym na początku XIX wieku starym ogrodzie botanicznym w centrum miasteczka, tuż przy starówce, z którą połączony jest on szczelnie obklejonym plakatami i barwnie osprayowanym tunelem. Dziś chadzam tam na plac zabaw z dziećmi mojej przyjaciółki. I obserwuję, jak matki nadzorują swoje pociechy wpajając im prospołeczne zachowania - ustąp chłopczykowi, zejdź już z huśtawki - inni też się chcą pobujać, poczekaj aż dziewczynka skończy się wspinać... 


Kiedyś plac zabaw omijałam z daleka - siadałam z książką na ławce lub, jak inni mieszkańcy miasta, bezpośrednio na trawniku. Bo choć miejsce to nadal nazywane jest ogrodem botanicznym, to od roku 1969 pełni funkcję parku miejskiego - wtedy bowiem otwarto Neuer Botanischer Garten, który przejął jego dawną rolę. O historycznym znaczeniu parku przy Wilhelmstraße przypominają dziś - prócz nazwy - egzotyczne drzewa, na przykład dorodne miłorzęby japońskie, jest tu też ciekawe nawiązanie do przeszłości samej Tybingi: pomnik Hölderlina. 

Johann Christian Friedrich Hölderlin (1770-1843), którego szczątki spoczywają na tutejszym cmentarzu miejskim, jeden z największych niemieckich poetów, prekursor klasyki weimarskiej, twórca własnego stylu odmiennego od dominującego w jego czasach klasycyzmu i wczesnego romantyzmu, przyjechał do Tybingi wbrew własnej woli. Przywieziono go tu w 1806 roku z diagnozą wskazującą na załamanie psychiczne i poddano przymusowej terapii, która jeszcze pogłębiła traumę twórcy. 3 maja 1807 uznano jego stan za beznadziejny, a życie za dobiegające końca. Pisarza oddano pod opiekę Ernsta Zimmera, tybińskiego stolarza. W jego mieszkaniu - w wykuszu zwanym od końca XIX wieku Wieżą Hölderlina - poeta spędził 36 długich lat, bo lekarze - podobnie jak w doborze terapii - pomylili się też w prognozach dotyczących fizycznej kondycji pacjenta.

 
Dziś żółta wieża, której fundamenty zbudowano już w średniowieczu, a górną część prawdopodobnie w wieku XVII, jest jednym z najbardziej znanych symboli miasta - utrwalonym po tysiąckroć na pocztówkach i zdjęciach wraz z odbiciem w płynącym leniwie Neckarze. W roku 1921 została ona odkupiona przez miasto, a w roku 1984 w jej wnętrzu urządzono pokój, którego wystrój i wyposażenie zbliżone są do tego, które przez ponad 35 lat oglądał Hölderlin...

O mieście, w którym nieruchomości osiągają dziś niebotyczne ceny, a wysoka jakość życia przyciąga zamożnych rezydentów z całych Niemiec, nie najlepiej myślał także drugi wielki niemiecki pisarz - sam Johann Wolfgang von Goethe. Do Tybingi przyjechał on w czwartek 7 września 1797 roku. W swych progach w kamienicy przy Münzgasse 15 ugościł go polecony mu przez Schillera wydawca Johann Friedrich Cotta, o czym do dziś przypomina wmurowana na fasadzie tablica z brązu. Wisząca na sąsiednim budynku inna tablica, wykonana z mniej cennego materiału, też upamiętnia wizytę mistrza - choć w dość przekorny sposób...  "Tu rzygał Goethe" głosi umieszczony na niej napis.

 
Odnośnie rzekomej żołądkowej reakcji poety na wizytę w Tybindze nie ma dokładnych przekazów historycznych, faktem jest jednak, że napisał on w swym dzienniku: "Dolną część miasta zamieszkaną przez ogrodników i robotników rolnych zabudowano nadzwyczaj niedbale i prowizorycznie. Ulice tam są brudne i pokryte łajnem." W liście z 11 września do Christiane Vulpius, swej późniejszej żony, poeta był jeszcze bardziej dosadny: "Samo miasto jest odrażające, ale wystarczy wyjść z niego ledwie kilka kroków, by móc podziwiać piękną okolicę."


I tak to miasto, któremu trudno dziś odmówić romantycznego flairu, zostało wyklęte przez romantycznych poetów... Może za ich czasów zresztą rzeczywiście nie było tu jeszcze tak pięknie. Może kamieniczki nie były tak kolorowe, a rzeczka Ammer, mniejsza siostra Neckaru, nie wyzierała tak figlarnie z kanałów wzdłuż brukowanych uliczek.


Mistrzowie nie mieli też pewnie okazji spróbować wybornej szwabskiej kuchni, którą oferują dziś restauracje na starówce - Wirtshaus Lichtenstein czy Krumme Brücke. Można w nich zjeść na przykład smakowite Spätzle - kluseczki przypominające nasze lane - zapiekane z serkiem i cebulą. Albo Maultaschen - kwadratowe pierogi z mięsem lub szpinakiem serwowane z patelni lub w klarownym rosole.


A skoro o lokalnych specjałach mowa, to nie można zapomnieć też o winie powstającym z dorodnych owoców winorośli porastających okalające Tybingę zielone wzgórza. Do knajpki Altstadt Besen - miejsca o wystroju zdecydowanie nietradycyjnym - właściciele zapraszają słowami "Własne trunki we własnych progach". Od wtorku do soboty od godziny 17.00 można wychylić tu w miłej atmosferze lampkę czerwonego Acolona, białego Chardonnaya czy lekko gazowanego Tüsecco.


Jeśli ktoś od wina woli piwo, a od familiarnej atmosfery - piłkarskie emocje, powinien wybrać się do Gaststätte Bären przy Schmiedtorstraße 3. Ja i moja przyjaciółka - jako stałe bywalczynie - mogłyśmy tam nawet liczyć na rezerwację miejsc siedzących w czasie najważniejszych meczów. 


Z bocznych uliczek Starówki przenieśmy się w jej bardziej centralne rejony - w stronę rynku, a właściwie dwóch rynków: drzewnego z kościołem i fontanną św. Jerzego (Georgsbrunnen) oraz targowego z ratuszem i fontanną Neptuna (Neptunbrunnen).


Kolegiata Stiftskirche zu St. Georg została wzniesiona w latach 1470-83 z polecenia grafa Eberharda, założyciela uniwersytetu noszącego dziś imię jego oraz wirtemberskiego księcia Karla Eugena (Eberhard Karls Universität). Stoi ona w miejscu, na którym wcześniej wznosiły się dwie jej romańskie poprzedniczki; pozostałości ich odkryto w czasie wykopalisk archeologicznych w latach sześćdziesiątych XX wieku.


We wnętrzu kościoła uwagę zwracają kolorowe witraże, które w roku 1475 stworzył Peter Hemmel von Andlau odpowiedzialny też za dekorację okien katedr w Ulm, Augsburgu, Monachium i Strasburgu. Główny obraz jest hołdem dla Maryi, ale też dla fundatora kościoła.

Świątynię gruntownie odnowiono w połowie XX wieku ze względu na liczne rysy w jej ścianach, które groziły naruszeniem konstrukcji. W roku 1965 wstawiono też nowe organy z pięcioma tysiącami piszczałek (uzupełnione w roku 2001 o kolejne 508). Na szczęście prócz tych współczesnych elementów wciąż jest tu wiele dobrze zachowanych wiekowych zabytków: skrzydłowy ołtarz z 1520 roku, ambona z XVI wieku, groby licznych grafów (w tym Eberharda) i książąt.

Bogato zdobiony ratusz górujący nad drugim rynkiem Tybingi wzniesiono w roku 1435. W ciągu kolejnych stuleci zmieniano go i rozbudowywano - na przykład malunki na fasadzie wykonano w roku 1877 z okazji czterechsetlecia założenia uniwersytetu w mieście, a wsporniki arkad przy wejściu pochodzą z lat sześćdziesiątych XX wieku. Z kolei renesansowa fontanna, która stoi przed wejściem do budynku, to dzieło mistrza Heinricha Schickhardta ustawione tu w roku 1617.  


Budynek był nie tylko często przebudowywany, przez lata zmieniała się też jego funkcja. W XV wieku był halą targową, w której swe produkty sprzedawali piekarze i rzeźnicy z okolicy, potem przez cztery stulecia służył jako sąd dworski, teraz zaś - prócz innych biur do spraw mieszkańców - jest tu urząd stanu cywilnego. Brała tam ślub ze swym nepalskim narzeczonym moja przyjaciółka. Po wzruszającej ceremonii z udziałem tłumacza państwo młodzi wyszli na dębowy balkon (jako oficjalny kamerzysta imprezy też zostałam tam wpuszczona) i z góry pozdrawiali gości. A potem świętowaliśmy przy dźwiękach hinduskiej muzyki w Delhi Palace nad brzegiem Neckaru.


Idąc pod górkę z rynku ratuszowego - na którym notabene w poniedziałki, środy i piątki od 8.00 do 13.00 można kupić owoce, warzywa i inne wiktuały z okolic - dochodzimy do zamku Hohentübingen, którego historia sięga XI wieku. Z początku był on drewniany - widoczne do dziś kamienne mury wzniesiono w XII i XIII wieku i rozbudowano w kolejnych stuleciach. Budowla przeżyła - z mniejszymi lub większymi stratami - różne dziejowe burze, w tym tę w XVII wieku, kiedy to oblegający go Francuzi wysadzili jedną z narożnych wież. Dziś militarna funkcja budowli jest tylko odległym wspomnieniem - w salach zamku mieści się muzeum miejskie oraz kilka wydziałów uniwersyteckich (Instytut Etnologii, Archeologii, Egiptologii i kilka innych). Zwiedzający przychodzą tu odpocząć na dziedzińcu i popatrzyć z góry na miasto.


Po zejściu z góry zamkowej można udać się na lody. Najlepsze są te w San Marco w Nonnenhausie - doskonale zachowanym domu zakonnym, w którym w XV wieku mieszkały siostry dominikanki, a potem kobiety z laickiego stowarzyszenia beginek. Dziś prócz kawiarni mieszczą się tu sklepy, w tym jeden dla mnie wyjątkowy - piekarnia Gehr, w której przez dwa lata popołudniami i w weekendy sprzedawałam bułki i ciastka oraz serwowałam kawę. 


Będąc w Tybindze trzeba też koniecznie nawiązać bliższą znajomość z płynącym przez nią Neckarem. Od kwietnia do października można w tym celu wybrać się na rundkę tradycyjną drewnianą łódką pychową zwaną Stocherkahn (przystań jest tuż pod Wieżą Hölderlina), a niezależnie od pogody i pory roku - przejść się po wyspie, na którą można dostać się schodami z mostu Eberhardsbrücke lub tunelem ze starówki. Połowę kilometrowej długości wysepki zajmuje aleja platanowa, na której wśród wszechogarniającej zieleni uważny turysta wypatrzy niejedną wiewiórkę, a także pomniki artystów związanych z Tybingą - romantycznego kompozytora Friedricha Silchera i dziewiętnastowiecznej pisarki Ottili Wildermuth.


Tübingen to nie tylko zabytki i historia. Są tu liczne domy handlowe, kina (do Blaue Brrücke chadzałam co czwartek na 23.00 na seans-niespodziankę), pływalnie, banki, teatry (do dziś pamiętam świetne wystawienie "Czekając na Godota"), akademiki, szpitale, kliniki, restauracje, kawiarnie, kluby... Prócz stałych rezydentów, studentów i turystów mieszka tu też sporo punków i innych barwnych postaci, które wieczory i noce spędzają w osiedlu przyczep campingowych koło dawnych koszar francuskich przerobionych na domy studenckie, a w dzień koczują z psami w okolicach starówki zahaczając przechodniów o kilka centów. 


Z tego innego oblicza miasta najmilej wspominam Frauencafé - kawiarnię tylko dla kobiet zlokalizowaną na piętrze pokrytego graffiti budynku koło dworca kolejowego. Do przydymionego pomieszczenia ze stołami bilardowymi wchodziło się przez westernowe drzwi obite krowią skórą. W środku właścicielki serwowały piwo i herbatę oraz uśmiechały się ze zrozumieniem do mnie i mojej przyjaciółki mając nas za miłą młodą parę...


Pisząc o Tybindze nie umiałam uciec od wspomnień - choć próbowałam opowiedzieć o mieście realnym, a nie tym mitycznym istniejącym w wyidealizowanej postaci w mojej głowie. Gdzieś głęboko mam poczucie, że nie sposób nie zakochać się w staromiejskich uliczkach i ciemnoszmaragdowym Neckarze - ale nie wiem, czy tak jest w istocie. Parę tysięcy dni upłynęło od momentu, gdy spakowałam swoje rzeczy i przestałam tu mieszkać - ale nie było ani jednego, w którym do tego miasta nie wróciłabym w myślach choć na jedną piękną chwilę.




***
TRASA SPACERU HISTORYCZNEGO:

RUNDKA PO STAROMIEJSKICH RESTAURACJACH:
(Źródło: Google Maps; kliknij na mapkę, by ją powiększyć)

No comments:

Post a comment