Zapraszam na blog podróżniczy o wyprawach do krajów Azji, Europy, Afryki Północnej i Ameryki Środko

5.05.2015

/PORTUGALIA/ Trzy sanktuaria - trzy epoki - trzy historie



W południowym i północnym transepcie kościoła cystersów w Alcobaca stoją dwa bogato zdobione grobowce. To miejsce spoczynku kochanków, których miłość okazała się silniejsza niż śmierć - portugalskich Romeo i Julii. Leżą ułożeni stopami do siebie. Dom Pedro chciał bowiem, by pierwszą osobą, którą zobaczy po zmartwychwstaniu, była Ines... 


Dom Pedro, syn króla Alfonsa IV i królowej Beatrycze, urodził się w Coimbrze w roku 1320. Jako dziedzic tronu skazany był na małżeństwo aranżowane - ze względów politycznych wybrano dla niego Konstancję Kastylijską. Pożycie nie było udane - a do tego Pedro zakochał się w damie dworu swojej żony, Ines de Castro, galicyjskiej szlachciance o jasnych włosach i oczach w kolorze bezchmurnego nieba...


W 1345 roku Konstancja zmarła podczas porodu. Pedro - nie zważając na protesty swego ojca - związał się z Ines, ku której od lat skłaniało się jego serce. Młodzi byli szczęśliwi, ale ich małżeństwo zagrażało pokojowi między Portugalią i Kastylią - co bardzo niepokoiło Alfonsa IV.

7 stycznia 1355, gdy Dom Pedro wyjechał na polowanie, trzech zbójów wysłanych przez jego ojca zaatakowało Ines. Obcięli jej głowę na oczach jej własnego dziecka. Zrozpaczony następca tronu wypowiedział wojnę królowi. Beatrycze, żona i matka zwaśnionych mężczyzn, dała radę zapobiec wojnie domowej i kolejnej tragedii. Jednak nie umiała pocieszyć Pedra, który z miesiąca na miesiąc stawał się cieniem dawnego siebie.

Gdy w roku 1357 po śmierci Alfonsa wstąpił na tron Portugalii, zemścił się na oprawcach swej ukochanej. Sama śmierć to było za mało - na wieki zhańbił ich więc utrwalając w postaci wykrzywionych potworów trzymających na swych plecach sarkofag z ciałem Ines.  

 
Pedro zmarł w roku 1367, a jego ciało spoczęło w kościele Alcobaca w sarkofagu ozdobionym kołem życia...



Do Mosteiro de Santa Maria de Alcobaça wchodzimy przez barokowy portal, przed którym ustawione są ozdobne piramidki przywodzące swym zdobnictwem na myśl Angkor Wat. 


Budowa  klasztoru rozpoczęła się w roku 1178, a już czterdzieści lat później mieszkało tu 999 mnichów, którzy msze odprawiali na zmianę jedną po drugiej przez okrągłą dobę. Prócz kościoła zwiedzić tu można ogród i krużganki, pomieszczenia klasztorne, a także salę królów z wizerunkami monarchów z trzech portugalskich dynastii. Czwartą - hiszpańską - pominięto, bo nie cieszyła się ona miłością i uznaniem na tych ziemiach.


Królowie są różnych rozmiarów - bo nie wszyscy mnisi mieli zdolności artystyczne. Ale Portugalczycy nie wypominają im tego - w końcu cystersi zasłużyli się w wielu innych dziedzinach, spisali na przykład pierwszą historię kraju. Część rzeźb przez wieki straciła głowy. Nie ucierpiały na szczęście natomiast biało-niebieskie osiemnastowieczne azulejos przedstawiające sceny z życia klasztoru.


Idąc dalej wzdłuż krużganka krok po kroku poznaję zwyczaje mnichów. A więc tu mieli kuchnię, już w XVIII wieku - co niezwykłe - wyposażoną w bieżącą wodę pozyskiwaną ze specjalnie w tym celu wykopanego dopływu rzeki Alcoa. Olbrzymi komin ustawiono na ośmiu żeliwnych wspornikach tworząc również bardzo nowoczesną instalację kuchenną, na której jednocześnie można było piec nawet osiem wołów. W refektarzu stały niegdyś stoły. Wybrani mnisi odczytywali fragmenty pisma świętego podczas wspólnych posiłków. 


Jako pamiątkę z jednego z najstarszych zabytków gotyckich Portugalii i największego gotyckiego kościoła w kraju kupuję sobie... najmniejszą książkę świata


***

Z dwunastowiecznego świadectwa zwycięstwa rekonkwisty przenosimy się do Klasztoru Matki Boskiej Zwycięskiej w Batalha, który budowano aż przez półtora wieku - poczynając od roku 1385. 


W tle powstania tego gotyckiego cudu architektury wzbogaconego w XVI wieku o elementy manuelińskie - na przykład w wypełnieniach łuków czy zdobieniach kolumn - też snuje się niejedna ciekawa historia. 


Budując kościół o rozmiarach porównywalnych z tym w Alcobaca Jan I chciał podziękować Matce Boskiej za zwycięstwo w bitwie pod Ajubarrotą - która dla Portugalczyków jest tym, czym dla nas Grunwald. Starcie zbrojne pomiędzy wojskami portugalskimi króla Jana I Wielkiego a armią Jana I Kastylijskiego miało miejsce 14 sierpnia 1385 roku. Armia kastylijska liczyła 18 000 żołnierzy  i 10 000 zbrojnego pospólstwa, a portugalska – zaledwie 7 000 wojaków i 5 000 uzbrojonych chłopów. W decydującym momencie bitwy król Portugalii zamknął nieudolnych i zmęczonych długą drogą i upałem Kastylijczyków w okrążeniu - i wygrał bitwę mimo miażdżącej przewagi wroga wywalczając w dalszej perspektywie niepodległość dla Portugalii. Było więc za co dziękować. 


Tu chodząc wzdłuż krużganków niewiele możemy dowiedzieć się o życiu mnichów - po likwidacji zakonów religijnych w roku 1834 klasztor pełnił bowiem różne funkcje świeckie, a pomieszczenia mocno zmieniono. I tak na przykład od roku 1924 w kapitularzu znajduje się Grób Nieznanego Żołnierza upamiętniający portugalskich żołnierzy poległych w czasie pierwszej wojny światowej, przy którym co godzinę uroczyście zmieniana jest warta.


W tutejszych kaplicach też kryją się piękne historie miłosne. W Kaplicy Fundatora, którą Jan I zbudował jako miejsce wiecznego spoczynku dla siebie i swej żony Filipy Lancaster, para władców spoczęła ramię w ramię. Po śmierci Jan i Filipa są równie zgodni jak za życia; królowa, do dziś wspominana jako dobra i światła, urodziła królowi aż ośmioro dzieci...


Jeszcze bardziej jawny gest przywiązania widać na grobowcu Edwarda I i Eleonory Aragońskiej, którzy trzymają się za ręce niczym młodzi kochankowie. Ta władczyni dała mężowi aż dziewiątkę potomków, a król mianował ją na swą następczynię mimo braku poparcia ludu dla takiej decyzji.


Ten drugi grób stoi niemal pod gołym niebem - w tak zwanej Niedokończonej Kaplicy, której budowę rozpoczęto w roku 1434, a potem z nieznanych przyczyn na zawsze zarzucono. 


Ściany w założeniu bardzo przestronnego pomieszczenia zachwycają zdobieniami nawiązującymi do bogactwa kolonialnych i egzotycznych owoców - w tym ananasów czy kakaowców. Okna wypełnione są misternymi witrażami rzucającymi kolorowe plamy na posadzkę. A nad tym wszystkim zamiast kamiennego sklepienia widać... błękit nieba.


Niezwykłe to miejsce przypominające i o zwycięskiej batalii, i o parach królewskich, którzy swym zgodnym pożyciem umocnili kraj. Nic dziwnego, że wiele młodych chce właśnie tu zawrzeć związek małżeński.


***

Fatima to chyba najbardziej znane portugalskie sanktuarium. Może dlatego, że historia tutejszych objawień jest jeszcze tak świeża, a Łucja, jedna z trojga pastuszków, którym 13 maja 1917 roku ukazała się Matka Boska, zmarła dopiero niecałe dziesięć lat temu.


Fatima w pierwszym kontakcie wygląda jak lądowisko statku kosmicznego - wielki jasny plac ze stojącymi na przeciwko siebie dwoma zupełnie różnymi pod względem architektonicznym budynkami. Konsekrowana w roku 1953 biała neoklasycystyczna Bazylika Matki Różańcowej z kolumnadą i monumentalnymi schodami spogląda na wyglądający trochę jak gigantyczny latający spodek Kościół Trójcy Przenajświętszej zbudowany w latach 2004–2007 za sumę 80 milionów euro pochodzącą z ofiar pielgrzymów. Co do urody tej budowli, to jest mocno dyskusyjna, ale jej ogrom jest niezaprzeczalny - to ponoć czwarta co wielkości świątynia katolicka na świecie.


Wrażenie pewnej kosmiczności tego miejsca potęguje we mnie nie tylko lotniskowy charakter placu i fakt, że te dwie świątynie kojarzą mi się kształtami z C3PO i R2D2, lecz również napisy SF na koszach na śmieci. Czy to skrót od Santuário de Fátima, czy jednak od science fiction? W końcu sprzedawane w pobliskich sklepikach woskowe narządy, które należy spalić w świętym ogniu, by zapewnić sobie uzdrowienie, też wyglądają trochę jak części zamienne do humanoidów...

 
W klasztorach gotyckich i wśród manuelińskich zdobień czułam poruszenie duszy i boską obecność. Tu - mimo ogromnych chęci - trudno mi wzbudzić w sobie pozytywne emocje i jakąkolwiek wzniosłość. Tłum w kaplicy objawień, ognie piekielne buchające z miejsca, w którym pali się świece intencyjne, ludzie z baniakami tłoczący się przy ujęciach wody o cudownych właściwościach - choć oznaczonej jako niezdatna do spożycia.


Słońce pali niemiłosiernie, zastanawiam się, jak można było zaprojektować miejsce tak nieludzkie - pozbawione cienia, schronienia, w którym można byłoby odpocząć, jakichś ławek chociaż... Wierni koczują tu na zaimprowizowanym polu namiotowym, wnuczka przynosi babci wodę spoza terenu sanktuarium, bo tu nie ma gdzie jej kupić, ktoś chłodzi się na tylnych ławkach kościoła, mimo że najwyraźniej nie rozumie ani słowa z mszy celebrowanej po portugalsku. 


W poszukiwaniu duchowej strawy wchodzę do podziemnych kaplic św. Piotra i Pawła. Tu też niestety nic - tylko beton, sale modlitewne przypominające klaustrofobiczne uczelniane audytoria i jakieś mocno abstrakcyjne rysunki na ścianach. 


Wychodzę z chłodnego podziemia i podchodzę do pomnika Jana Pawła II. Słońce tak grzeje, że trudno mi spędzić przy nim dłużej niż kilka minut. Z coraz większym szacunkiem patrzę na kobietę, która ostatni odcinek swej pielgrzymki do świętego miejsca pokonuje poruszając się po specjalnym pasie marmuru na kolanach osłoniętych miękkimi ochraniaczami.   


W jednym z licznych megastore'ów z dewocjonaliami - zlokalizowanym oczywiście poza murami sanktuarium - kupuję na pamiątkę świecącą w ciemności Matkę Boską i różaniec z napisem Fatima. Są trochę kiczowate jak samo to miejsce... Nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni myślę o tym, że w dawnych wiekach bez maszyn i skomplikowanych narzędzi tworzono kościoły tak dalece piękniejsze od tych współczesnych.


W Alcobaca niemal wyczuwałam obecność dusz nieszczęśliwych kochanków, w Batalha podziwiałam rozmach, z jakim król podziękował Matce Boskiej za zwycięstwo nad Kastylijczykami. Tu czuję tylko pustkę, zawroty głowy i trudne do ugaszenia pragnienie.




***
ZAPRASZAM NA INNE TEKSTY O:
HISZPANII

PORTUGALII


***
ZAPRASZAM TEŻ NA FILMOWY SPACER PO SANKTUARIUM W FATIMIE:

No comments:

Post a comment