Zapraszam na blog podróżniczy o wyprawach do krajów Azji, Europy, Afryki Północnej i Ameryki Środko

1.06.2013

/ŚWIAT/ Ranking cudów z witryn sklepowych

Windowshopping to zajęcie często znacznie bardziej zajmujące niż kupowanie. W witrynach na całym świecie zdarzają się kurioza, obok których trudno jest przejść obojętnie. I choć jakość zdjęć robionych przez szybę bywa nie najlepsza, to czasem właśnie te fotki bywają szczególnie fascynujące. Oto ranking niezwykłych znalezisk z różnych miast na świecie.

Miejsce 10: Kuba/Cienfuegos – Nie ma niczego
Kuba jest piękna i kolorowa. Ale witryny sklepowe niestety jak nic innego obnażają kryzys zżerający kraj Fidela. Czy to apteka, czy sklep z ubraniami, czy magazyn żelazny. Jak to ktoś kiedyś powiedział „Nie ma niczego”… 


Miejsce 9: Turcja/Stambuł – Upiorne manekiny
Manekiny blade niczym duchy wytrzeszczają się na przechodniów z jednego ze sklepików z centrum Stambułu w pobliżu Wielkiego Bazaru. Zważywszy na śniadą cerę tubylców ich białość robi jeszcze większe wrażenie.


Miejsce 8: Egipt/Kair – Klapki kontratakują
Sklepów z butami w Kairze co niemiara. Setki modeli – niby każdy inny, ale coś je jednak łączy…


Miejsce 7: Francja/Paryż – Mopsikowe akcesorium
Elegancka Champs Elysees. W witrynach tyle cudów, że poszczególnym sklepom trudno jest się wydróżnić. Ale jednemu z magazynów się to udało – do bajońsko drogich stylizacji zaproponował ciekawe dmuchane akcesorium…


Miejsce 6:  Holandia/Amsterdam – Atak gumowych cycków
Witryny sex shopów w czerwonej dzielnicy pozwalają zupdate’ować wiedzę o ofercie zabawek na każdą okazję. Szczególne wrażenie zrobił na mnie atak gumowych cycków.


Miejsce 5: Polska/Warszawa – Alkoholowy Jackie Chan
Na samą smętnie stojącą butelkę w jednej z witryn przy Puławskiej pewnie nikt by nie zwrócił uwagi. Co innego Jackie Chan w tradycyjnym stroju. Budujący wniosek? Picie zwiększa kreatywność!


Miejsce 4: Belgia/Bruksela – Że aż strach…
Na dobry miesiąc przed Halloween witryny w Brukseli zaczynają straszyć!



Miejsce 3: Niemcy/Bochum – Piercing oswojony
Uszy przekute, brew też, w nosie kolczyk… Co by tu jeszcze? Nie ma jak dobra inspiracja. W końcu marketing to także KREOWANIE potrzeb.



Miejsce 2: Niemcy/Straubing – Heil Krasnal!
Krasnale ogrodowe nie muszą być kiczowate. Mogą też wyrażać pewien statement – nawet dość kontrowersyjny.



Miejsce 1: Austria/WiedeńTrumna full wypas
W końcu i trumnę zareklamować jakoś trzeba… Zwłaszcza modele z wyższej półki – od razu widać, że wygodne!



ZAPRASZAM TEŻ NA INNE RANKINGI NA BLOGU:
•Ranking niezwykłych potraw
•Mieszkanie marzeń


12.26.2012

/BAYERISCHER WALD/ Wigilijny kurczak


Wigilia, godzina 16.00. Leżę na łóżku do masażu i rozkoszuje się rytuałem antystresowym. Rok temu o tej porze walczyłam z makówkami, dwa lata temu lepiłam niezgrabne uszka. A dziś laba na całego. Trochę mi głupio, pytam się masażystki, czy nie jest nieszczęśliwa, że pracuje w taki dzień. A ona na to, że uwielbia swoją pracę, bo dzięki niej pomaga ludziom. 

Wigilia, godzina 18.00. Na stół wkracza pierwsze danie wieczerzy, jakże różne od naszego barszczyku i grzybowej: aromatyczny rosół z pyzą ziemniaczaną. Mimo braku karpia, uszek i śniegu za oknem (dziś w Monachium było 20 stopni na plusie, więc biała pierzynka wokół hotelu zdążyła stopnieć), gwiazdkowy nastrój szybko wkracza do restauracji, w której siedzimy przy stoliku z sympatyczną parą Niemców. Rozmawiamy o zwyczajach - najbardziej tradycyjnym daniem wigilijnym w Bawarii są chyba kiełbaski z sałatką ziemniaczaną. A w pierwszy dzień Świąt koniecznie indyk. Z coraz większą niecierpliwością czekamy na główny punkt dzisiejszego menu. I jest: aromatyczny i pięknie zrumieniony kurczak z rożna (a więc jednak nie kiełbaska), a do niego kwaskowa Kartoffelsalat



Gdyby ktoś dziesięć lat temu powiedział mi, że w Wigilię będę wcinać drób w hoteliku w Bawarii popijając go piwem pszenicznym, to pewnie bym nie uwierzyła. A jednak magiczny nastrój Świąt nie zależy od doboru potraw ani od ilości śniegu za oknem... Ważniejsze, by mieć przy sobie bliskich.



Pierwszy dzień Świąt, godzina 11.00. Rok temu przy stole z rodziną, dwa lata temu przy "Gwiezdnych Wojnach". A w tym roku - w odprężającej kąpieli termalnej. W Bad Füssing jest w czym wybierać: trzy pływalnie ze zdrowotnymi wodami leczącymi różne przypadłości, a wokół nich kawiarenki nie narzekające na brak gości. Jedziemy do Europatherme, która reklamuje się jako "klejnot" miejscowości. Tutejsza woda termalna pozwala wzmocnić odporność, przyśpiesza gojenie ran i przemianę materii. A do tego tak sympatycznie bulgoce! Z dodatkowo płatnych atrakcji jest tu basen z wodą siarkową oraz tężnia. No i oczywiście sauny - szczególne wrażenie zrobiła na mnie tradycyjna bania z drewnianymi kubłami i orientalnym wystrojem.



Po kąpieli nie ma jak słodycz banana split. Zwłaszcza jeśli można zjeść je w kawiarni "Niebo", czyli w "Cafe Himmel" na przeciwko term. Kuracjuszki w odświętnych sukienkach śmieją się perliście, panowie całują rączki i zamawiają capuccino dla wszystkich - uzdrowiskowy nastrój jest jednak nie do podrobienia. Czuję się tu trochę jak w "Wiedeńskiej" w Ciechocinku. "Czechoczynek" to nota bene obok "piwo" i "czeszcz" jedno ze słów, które umie wymówić każda moja niemiecka przyjaciółka - bo wszystkie zdążyłam już zabrać do tego kultowego kurortu.



Czymże byłby świąteczny wyjazd do Niemiec bez rundki po Weihnachtsmarktach - zwanych tu w Bawarii Christkindlmarktami. W tym roku pobiłam własny rekord odwiedzając ich aż pięć w dwóch landach, Badenii-Wirtembergii i Bawarii: w Stuttgarcie (pierwsze miejsce w kategorii "niemożebnie zatłoczony"), w Tybindze (tematyczny - czekoladowy) oraz w Passau, Straubing i Deggendorf.



O highlightach świątecznych jarmarków długo by opowiadać. Na pierwszym miejscu z pewnością jest grzane wino (Glühwein), na życzenie wzbogacone łykiem rumu lub innego alkoholu (wersja "mit Schuss"). Stałym punktem wszystkich są też stoiska z kiełbaskami, potrawami regionalnymi i naleśnikami francuskimi crepes. W różnych konfiguracjach pojawiają się budki z ceramicznymi domkami, ozdobami świątecznymi, jedzeniem, czapkami i szalikami. Dodatkowo w Stuttgarcie na harmoszkach przygrywali nam Rosjanie, a magicy wyczarowywali megabańki mydlane.


 

W Tybindze zachwycił nas konkurs na najpiękniejszą rzeźbę z czekolady, a w Deggendorf wysłuchaliśmy koncertu zagranego na rogach myśliwskich. Z kolei specjalnością Weihnachtsmarktu w Straubing były choinki reklamowe z wizytówkami lokalnych sklepów i dom zamieniony w kalendarz adwentowy.



Ale największą ciekawostkę udało mi się wypatrzyć w Straubing na witrynie sklepowej nieopodal jarmarku - skrzaty ogrodowe w wersji... controversial.



24 grudnia rano sklepy jeszcze pootwierane, więc biegnę na mały shopping. W salonie K&L Ruppert - nieznanej u nas bawarskiej sieci sklepów działającej od 1962 roku i do dziś znajdującej się w rękach właścicielskich - wybieram kilka ładnych swetrów. Wychodząc z przymierzalni natykam się na sympatyczną sprzedawczynię, która pyta się, czy mogłaby oznakować i zanieść do kasy wybrane przeze mnie ubrania. Na każdą metkę nakleja swój osobisty kod paskowy i w ten sposób zarabia punkty do premii. Bardzo dziękuje mi za przysługę - że może nakleić kody mimo że nie doradzała mi przy zakupie. Ciekawy system.

W okolicy - czyli w Bayerischer Wald - tyle pływalni, że trudno wypróbować wszystkie. Zwłaszcza, że w każdej z nich można zażywać kąpieli działających zbawiennie na inne schorzenie. Za radą lokalesa, kucharza z naszego hotelu, jedziemy do Bad Griesbach. Tutejsza Wohlfühltherme ma najbardziej nasyconą fluorkami wodę termalną w Europie. Można się tu spławiać w trzynastu różnych basenach - z których część jest w hali, a część pod gołym niebem - zapewniając odprężenie mięśniom i aktywizację układowi krążenia. Trzy sauny parowe z olejkami eterycznymi dostępne są tu bez dopłaty plus parking za darmo - same zalety. A relaks w buzującej wodzie - bezcenny. 




Czymże byłby wyjazd do Bawarii bez podziwiania tutejszych pereł architektury. Tym bardziej, że to okres szopek i choinek, które dodatkowo ozdabiają wnętrza kościołów. Po wrzuceniu pieniążka niektóre szopki rozświetlają się: Maryja kołysze Jezuska, a trzej królowie skłaniają się z powagą. O barokowych wnętrzach pisać można by nieskończenie... Więc napiszę tylko o niezwykłej bazylice Asam w Osterhofen-Altenmarkt. Nazwę swą wzięła ona nie od indyjskiej prowincji, lecz od nazwiska genialnych rzeźbiarzy, którzy wyposażyli jej wnętrze. Powstała w XVIII wieku, po pożarze, który strawił jej poprzedniczkę. Miała to szczęście, że stworzył ją Johann Michael Fischer, jeden z najznamienitszych architektów tamtych czasów, a jej wnętrze ozdobili inni geniusze, wspomniani bracia Asam. Biel, złoto, misternie kręcone kolumny, dostojne stalle... Każdy detal, rzeźba, stiuk zachwyca doskonałością.



Wracając do szopek. Do muzeum miejskiego w Deggendorf dobiegamy na pół godziny przed zamknięciem. Warto się było śpieszyć - jest tam właśnie wystawa czasowa z 200 figurkami z barokowej szopki. Najstarsze z nich datowane są na drugą połowę XVII wieku. Mierzące około 35 centymetrów postaci ustawione są w trzynaście scen biblijnych. Łatwo je rozpoznać - ucieczka z Egiptu, ostatnia wieczerza, Trzej Królowie, ukrzyżowanie...


 
Najbardziej jednak zapadną mi w pamięć misterne miniatury porcelany i jedzenia w scenie przedstawiającej wesele w Kanie Galilejskiej, w szczególności miniświniak na owalnym talerzu. I witryna obnażająca tajniki rzemiosła lalkarzy tworzących szopkę.




Drugi dzień Świąt, godzina 14.00. Piję kawkę z prądem w urokliwej kawiarence przy rynku w Erding i jem placek z rabarbarem. Do lotniska jeszcze 20 minut jazdy. Sylwester w tym roku spędzę mniej egzotycznie niż Boże Narodzenie.





***
Zapraszam też na moje filmy o zimie w Bawarii i o atrakcjach Weihnachtsmarktów: