Zapraszam na blog podróżniczy o wyprawach do krajów Azji, Europy, Afryki Północnej i Ameryki Środko

12.23.2014

/JORDANIA/ Z aparatem od Petry do Wadi Rum, czyli o fotograficznych wyzwaniach


Jordania to kraj przyciągający fotografów cudem świata – jedyną w swoim rodzaju Petrą, czerwoną pustynią – bezkresną Wadi Rum i wspaniałymi krajobrazami – takimi jak choćby w rezerwacie Dana. Ale jest to też miejsce pełne wyzwań – nie tylko dla sprzętu, który jeszcze długo po wyjeździe przypomina mrożącymi krew w żyłach dźwiękami o swym bliskim kontakcie z wszędobylskim piaskiem.

 
1. Czarne kruki, czyli o latających reklamówkach
Dojeżdżamy do biblijnej góry Nebo. Jest chłodny poranek. Hula wiatr tak silny, że porywa statyw. Ale nic to – uroki wschodu słońca powinny wynagrodzić nasze trudy. A poza tym nad pagórkami latają czarne ptaki, chyba kruki lub gawrony, które z pewnością uatrakcyjnią zdjęcia. Niestety – po bliższym oglądzie okazuje się, że to… podarte reklamówki. W dni bezwietrzne szczelnie pokrywają one jordańskie bezdroża, w takie jak ten – utrudniają nawet kadrowanie nieba. Podstawowe wyzwanie fotograficzne w Jordanii to ustawienie kadru tak, by nie było w nim śmieci. Jestem dumna z KAŻDEGO zdjęcia, na którym mi się to udało. Niestety nie mam ich zbyt wiele…

 
2. Piękne wschody słońca, czyli o nocnych pobudkach
W dzień w tej szerokości geograficznej są tak głębokie kontrasty, że nawet najlepszy fotograf musi się poddać w obliczu rozpiętości tonalnej skazującej go na HDR-y. Plener w Jordanii nie przypominał więc w niczym wypoczynku – budzik na 3 rano i pęd pick-upem po wertepach na wschód słońca. Dla ładnego światła trzeba pocierpieć.


3. Gdzie ci mężczyźni, czyli o pustkowiach
Niemal połowa czteromilionowej populacji Jordańczyków zamieszkuje stolicę kraju – czyli Amman. Z pozostałej połowy ponad 50% stanowią kobiety, które w krajach arabskich nie są zbyt chętne do zostawania modelami. Dla fotografa szukającego okazji do zrobienia potretów najlepszą opcją jest więc zapłacenie kilku dinarów – kwoty niebagatelnej, bo tutejsza waluta jest cenniejsza niż dolar amerykański – grajkowi przy Petrze i poproszenie go o pozowanie do kamery we w miarę ocienionym miejscu.

 
4. Pierwszy plan, czyli o wyższości suchych krzaków nad butelkami po coli
Znalezienie ciekawego pierwszego planu to także jedno z wyzwań, które już zawsze kojarzyć mi się będzie z Jordanią. Z reguły wybór ograniczał się do uciekającego wielbłąda, suchego krzaczka, kilku kamieni lub… porzuconej butelki po jakimś mniej lub bardziej wyskokowym napoju.

 
5. Okolone betonem morze, czyli o perturbacjach politycznych
Krótka linia brzegowa Morza Martwego w Jordanii dostarcza wielu inspiracji fotograficznych… Niestety nie bardzo można się do niej zbliżać – korzystanie z kąpieli i spokojne rozstawianie statywu dozwolone jest w zasadzie tylko w ośrodkach rekreacyjnych, do których wstęp jest płatny. W innych miejscach - poza kilkoma punktami widokowymi - lepiej do morza nie podchodzić, by nie narazić się na kontrole i inne potencjalne nieprzyjemności.




***
Zapraszam też na filmiki z Jordanii:





No comments:

Post a comment